*ANABEL'S POV*
Blondyn powolnym krokiem rusza w naszą stronę. Po jego ruchach oraz wyrazie twarzy można by uznać że jest zły, bardzo zły jednak coś kusi mnie by spojrzeć w jego oczy, na początku nie mogę rozpoznać informacji jakie skrywają, ale gdy staje przede mną zupełnie ignorując Melanie, wiem że nie ma złych zamiarów. Czuję to w głębi siebie.
- Czy, chcesz zatańczyć? - Słysząc jego, piękny, nie wahający się głos można by przypuszczać, że jest pewny siebie, tyle że ja nadal patrzę w jego błękitne oczy i widzę jak przez ułamek sekundy przelatuje przez nie niepewność, wahanie... a może to strach? Czy człowiek zniszczony do szpiku kości może bać się odrzucenia przez nic nieznaczącą dziewczynę? Nie. - moja podświadomość uśmiecha się do mnie szeroko pokazując kciuki w górę. Delikatnie uśmiecham się do siebie. Mam wrażenie, że ludzie źle go oceniają...
- Tak. - mówię cicho nie odrywając od jego oczu moich, zauważam że w jego tęczówkach przez krótką chwilę pojawia się ulga a jeden z kącików jego ust drga oraz delikatnie - prawie nie widocznie unosi się do góry. Chłopak chwyta mnie za dłoń i prowadzi na środek parkietu gdzie odpowiednio ustawiamy się.
Gdy rozbrzmiewa muzyka zaczynamy delikatnie kołysać się do rytmu. Mam wrażenie że unosimy się nad ziemią, patrząc sobie w oczy tańcząc. Co jakiś czas jedno z nas obdarza uśmiechem drugie i... mogłabym tańczyć z nim tak do końca życia.
- Czuję się dziwnie... - mówi chłopak przez co moje wesołe oczy smutnieją, a uśmiech znika z twarzy... Myślałam że jemu też jest dobrze...
- Hej um... Kurwa... Nie o to mi chodziło... - chyba widzi tę nagłą zmianę bo zaczyna się tłumaczyć... bynajmniej próbuje to robić. Opuszcza głowę ale zaraz podnosi ją by spojrzeć mi w oczy - Czuję się dziwnie... ale pozytywnie dziwnie... uh znaczy... podoba mi się to. - Mówi w końcu a ja czuję jakby kamień spadł z mojego serca. Znów delikatnie się uśmiecham jednak zaczyna ogarniać mnie panika gdy usta chłopaka zbliżają się do moich... Lecz gdy tylko jego ciepłe wargi lekko muskają moje cały strach odchodzi w zapomnienie, ponieważ przez uczucie lekkich prądów elektrycznych zapominam nawet jak się nazywam. Jego twarz oddala się troszkę od mojej, a jego oczy uważnie wpatrują się w moje.
Niech to wydarzy się jeszcze raz... i jeszcze raz... i jeszcze... i już tak do końca.
Delikatnie staję na palcach by znów złączyć nasze usta w niewinnym muśnięciu jednak znajomy głos przywołuje mnie na ziemię.
- Panie Horan. - Warczy dyrektor. Odsuwam się od chłopaka delikatnie rumieniąc, lecz zdaje się że nikt nie zauważa tego.
- Uh czego? - Warczy wyraźnie zirytowany Horan... Dlaczego oni wszyscy mówią do niego po nazwisku? Przez to nie znam jego imienia. Cóż, to zdecydowanie nie sprawiedliwe.
- To bal dla uczniów naszej szkoły. Dla osób cóż... ze swer panie Horan, osoby takie jak pan nie pasują do tego świata, do tych uroczystości, do tych ludzi.
- Takie jak ja? - Widzę rosnący gniew w jego oczach... nie jest dobrze.
- Slamsy. - odzywa się chłopak stojący za dyrektorem... Widząc jak blondyn zaciska dłonie w pięści muszę interweniować.
- Slamsy? - prychnęłam. - Dobrze wychowany młodzieniec i chłopak ze swer jak ujął to pan Dyrektor nigdy nie powiedziałby na drugiego człowieka tak... grubiańsko. Takie słownictwo w stosunku bliźniego jest oznaką braku wychowania i prymitywności. Reasumując to ty Blake jak i twoi koledzy, którzy niejednokrotnie zachowali się karygodnie jak ty w tej właśnie chwili nie powinni pojawić się na tym balu, ponieważ um.. - popatrzyłam na blondyna który równie oszołomiony patrzył na mnie, jak reszta sali.
- N-Niall... - mówi nadal nie mogąc przyjąć do wiadomości, że stałam po jego stronie.
- Niall - uśmiechnęłam się. - nie zachował się karygodnie, oraz prymitywnie. Nie zrobił niczego, nie obraził nikogo. Dlaczego więc to on ma opuścić bal skoro nie zrobił niczego by zniżyć się do poziomu... slamsów? - Spytałam patrząc na Blake, był zirytowany moją postawą.
- Stajesz po stronie tego biedaka?! Tego cholernego obdartusa?! - Wrzasnął, widziałam jak jego dłoń podnosi się i właśnie w tej chwili poczułam znajome ciepło, bijące od ciała człowieka.
- Spróbuj tylko dotknąć tę dziewczynę, a twoja matka nie raczy cię poznać. - Wycedził przez zaciśnięte zęby Niall.
To groźba.. Moja podświadomość każe brać nogi za pas jednak ja nadal tam jestem i patrzę jak strach w oczach Blake'a rośnie. Odsówa się.
- Dosyć tego! - mówi dyrektor. - Horan zabierz swoją bandę i opuśćcie salę, Panno Kennedy, porozmawiam na temat pani postawy, z pani ojcem. - mówi i obdarza mnie chłodnym spojrzeniem po czym wskazuje na wyjście z sali... Przyjaciele Niall'a wychodzą jednak on nadal jest za mną. Powoli więc obracam się i gdy widzę w jego oczach coś na miano szoku delikatnie marszczę brwi. W ułakem sekundy wyraz jego twarzy staje się chłodniejszy, chowa ręce do kieszeni i idzie w stronę wyjśćia...
- Anabel? - Już chcę zawołać go... powiedzieć cokolwiek.. lecz słysząc głos przyjaciela zapominam o tym, obracam się znów.
- Tak? - pytaniem odpowiadam na jego nie zrozumiałe pytanie.
- Czy wszystko wpożądku?
- Właściwie to nie... Jak oni mogli tak bezczelnie mówić o nim nie wiedząc jaki jest na prawdę? To nie sprawiedliwe... - mówię ciszej.
- Ana... - wzdycha. - Nikt nigdy nie mówił że świat jest sprawiedliwy. Twój pącz. - Podaje mi szklaną filiżankę z której robię małego łyka.
Gdy rozbrzmiewa muzyka zaczynamy delikatnie kołysać się do rytmu. Mam wrażenie że unosimy się nad ziemią, patrząc sobie w oczy tańcząc. Co jakiś czas jedno z nas obdarza uśmiechem drugie i... mogłabym tańczyć z nim tak do końca życia.
- Czuję się dziwnie... - mówi chłopak przez co moje wesołe oczy smutnieją, a uśmiech znika z twarzy... Myślałam że jemu też jest dobrze...
- Hej um... Kurwa... Nie o to mi chodziło... - chyba widzi tę nagłą zmianę bo zaczyna się tłumaczyć... bynajmniej próbuje to robić. Opuszcza głowę ale zaraz podnosi ją by spojrzeć mi w oczy - Czuję się dziwnie... ale pozytywnie dziwnie... uh znaczy... podoba mi się to. - Mówi w końcu a ja czuję jakby kamień spadł z mojego serca. Znów delikatnie się uśmiecham jednak zaczyna ogarniać mnie panika gdy usta chłopaka zbliżają się do moich... Lecz gdy tylko jego ciepłe wargi lekko muskają moje cały strach odchodzi w zapomnienie, ponieważ przez uczucie lekkich prądów elektrycznych zapominam nawet jak się nazywam. Jego twarz oddala się troszkę od mojej, a jego oczy uważnie wpatrują się w moje.
Niech to wydarzy się jeszcze raz... i jeszcze raz... i jeszcze... i już tak do końca.
Delikatnie staję na palcach by znów złączyć nasze usta w niewinnym muśnięciu jednak znajomy głos przywołuje mnie na ziemię.
- Panie Horan. - Warczy dyrektor. Odsuwam się od chłopaka delikatnie rumieniąc, lecz zdaje się że nikt nie zauważa tego.
- Uh czego? - Warczy wyraźnie zirytowany Horan... Dlaczego oni wszyscy mówią do niego po nazwisku? Przez to nie znam jego imienia. Cóż, to zdecydowanie nie sprawiedliwe.
- To bal dla uczniów naszej szkoły. Dla osób cóż... ze swer panie Horan, osoby takie jak pan nie pasują do tego świata, do tych uroczystości, do tych ludzi.
- Takie jak ja? - Widzę rosnący gniew w jego oczach... nie jest dobrze.
- Slamsy. - odzywa się chłopak stojący za dyrektorem... Widząc jak blondyn zaciska dłonie w pięści muszę interweniować.
- Slamsy? - prychnęłam. - Dobrze wychowany młodzieniec i chłopak ze swer jak ujął to pan Dyrektor nigdy nie powiedziałby na drugiego człowieka tak... grubiańsko. Takie słownictwo w stosunku bliźniego jest oznaką braku wychowania i prymitywności. Reasumując to ty Blake jak i twoi koledzy, którzy niejednokrotnie zachowali się karygodnie jak ty w tej właśnie chwili nie powinni pojawić się na tym balu, ponieważ um.. - popatrzyłam na blondyna który równie oszołomiony patrzył na mnie, jak reszta sali.
- N-Niall... - mówi nadal nie mogąc przyjąć do wiadomości, że stałam po jego stronie.
- Niall - uśmiechnęłam się. - nie zachował się karygodnie, oraz prymitywnie. Nie zrobił niczego, nie obraził nikogo. Dlaczego więc to on ma opuścić bal skoro nie zrobił niczego by zniżyć się do poziomu... slamsów? - Spytałam patrząc na Blake, był zirytowany moją postawą.
- Stajesz po stronie tego biedaka?! Tego cholernego obdartusa?! - Wrzasnął, widziałam jak jego dłoń podnosi się i właśnie w tej chwili poczułam znajome ciepło, bijące od ciała człowieka.
- Spróbuj tylko dotknąć tę dziewczynę, a twoja matka nie raczy cię poznać. - Wycedził przez zaciśnięte zęby Niall.
To groźba.. Moja podświadomość każe brać nogi za pas jednak ja nadal tam jestem i patrzę jak strach w oczach Blake'a rośnie. Odsówa się.
- Dosyć tego! - mówi dyrektor. - Horan zabierz swoją bandę i opuśćcie salę, Panno Kennedy, porozmawiam na temat pani postawy, z pani ojcem. - mówi i obdarza mnie chłodnym spojrzeniem po czym wskazuje na wyjście z sali... Przyjaciele Niall'a wychodzą jednak on nadal jest za mną. Powoli więc obracam się i gdy widzę w jego oczach coś na miano szoku delikatnie marszczę brwi. W ułakem sekundy wyraz jego twarzy staje się chłodniejszy, chowa ręce do kieszeni i idzie w stronę wyjśćia...
- Anabel? - Już chcę zawołać go... powiedzieć cokolwiek.. lecz słysząc głos przyjaciela zapominam o tym, obracam się znów.
- Tak? - pytaniem odpowiadam na jego nie zrozumiałe pytanie.
- Czy wszystko wpożądku?
- Właściwie to nie... Jak oni mogli tak bezczelnie mówić o nim nie wiedząc jaki jest na prawdę? To nie sprawiedliwe... - mówię ciszej.
- Ana... - wzdycha. - Nikt nigdy nie mówił że świat jest sprawiedliwy. Twój pącz. - Podaje mi szklaną filiżankę z której robię małego łyka.
~
Dokładnie trzy dni minęły od balu. Dyrektor tak jak mówił, porozmawiał z moim tatą i, cóż... ten nie był zadowolony moją 'niestosowną postawą' jednakże nie zostałam ukarana. Nie było za co być karanym.
Więc teraz jestem tu - w bibliotece publicznej, szukając jakichś nowych książek. Jestem stałym gościem biblioteki. Lubię tu być, jest cicho, spokojnie, a na dodatek tak pięknie pachnie pergaminem. Po wypożyczeniu dwóch książek wyszłam z biblioteki trzymając nowe zdobycze mocno przy piersi, owinięte moimi ramionami. Kolejny raz pochłonęły mnie myśli o głębokich, błękitnych oczach, bląd czuprynie, jasnej cerze oraz tych pełnych, ciepłych ustach. Szłam przed siebie tak zamyślona, że przez nie uwagę wpadłam na kogoś. A raczej na niego... Czy intensywne myślenie o kimś może przywołać tę osobę w miejsce, w którym właśnie jesteś?
Ale czy to ten sam chłopak? Minęły zaledwie trzy dni a on... ma kolczyki w wardze oraz brwi. Ma tatuaże, jedo ramiona pokryte są nimi jak kartka papieru, którą ktoś zapragną pomalować. I mimo takiej zmiany, jego oczy wpatrujące się teraz we mnie ze zdumieniem wciąż pozostawały bez zmian... wciąż tak bardzo intensywne, oh... oczy, które tak często nawiedzały mnie we śnie. Znów je widzę...
- P-przepraszam... - wydukałam z opuszczoną głową.
- Jest... spoko. - mruczy. - Dzięki, że stanęłaś w mojej obronie, wtedy na balu. - zerkam na niego. Drapie się dłonią po karku.
- Każdy zasługuje na równe traktowanie. - delikatnie się uśmiechnęłam. - Chcesz może... wypić ze mną kawę? - pytam niepewnie, patrząc w jego oczy.
- Taaaa. - prychnął. - Słuchaj, Anabel. Bo chyba tak masz na imię. To co stało się na balu nie zmienia faktu, że między nami jest... - zastanowił się jakiego słowa użyć. - Konflikt? - delikatnie zmarszczyłam brwi.
- Jak to? Przecież prawie w ogóle się nie znamy. - chłopak śmieje się gardłowo.
- My nie. Ale doskonale znam twojego cholernego ojca. - warczy. Moje brwi unoszą się w górę na znak zdziwienia.
- Reasumując... Nie chcesz wypić ze mną kawy tylko dlatego, że mój ojciec, jest moim ojcem? - pytam patrząc na każdy szczegół jego twarzy, Niall wzdycha.
- Takie życie, maleńka. - wymija mnie by odejść.
- Ale całowałeś mnie... Nie można całować kogoś od tak. - obróciłam się i patrzyłam na jego plecy, blondyn stanął. - To nie mogło nic nie znaczyć... - szepnęłam cicho.
- Księżniczko... - obrócił się i podszedł znów. Chyba za blisko, bo doskonale czułam ciepło bijące z jego ciała. - Jesteśmy z dwóch różnych światów wiesz? Jesteś najbogatsza w mieście. Skoro brak ci towarzystwa, to je sobie kup. Na pewno cię stać. - powiedział z udawaną przyjaźnią.
- To nie są moje pieniądze, tylko pieniądze mojego taty, Niall. Czy na prawdę moje nazwisko przekreśla wspólne wypicie kawy? - mówiłam cicho. Czułam się przy nim taka mała.
- Ty stawiasz. - mruknął wkładając dłonie do kieszeni. Byłam w szoku ale uśmiechnęłam się.
- Zgoda.
Poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Wyglądała dobrze, wystrój bardzo mi się podobał. Ściany pomalowane na różowo, wypastowana podłoga w czarno białą szachownicę, szklane lub plastikowe (trudno powiedzieć z daleka) - niebieskie i zielone - stoły oraz krzesła. Na stołach kolorowe kwiaty i porcelana w szalone wzory, a w tle rozbrzmiewała przyjemna melodia piosenki Somebody to You - The Vamps ft Demi Lovato Widok ten wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- Taaaa. - prychnął. - Słuchaj, Anabel. Bo chyba tak masz na imię. To co stało się na balu nie zmienia faktu, że między nami jest... - zastanowił się jakiego słowa użyć. - Konflikt? - delikatnie zmarszczyłam brwi.
- Jak to? Przecież prawie w ogóle się nie znamy. - chłopak śmieje się gardłowo.
- My nie. Ale doskonale znam twojego cholernego ojca. - warczy. Moje brwi unoszą się w górę na znak zdziwienia.
- Reasumując... Nie chcesz wypić ze mną kawy tylko dlatego, że mój ojciec, jest moim ojcem? - pytam patrząc na każdy szczegół jego twarzy, Niall wzdycha.
- Takie życie, maleńka. - wymija mnie by odejść.
- Ale całowałeś mnie... Nie można całować kogoś od tak. - obróciłam się i patrzyłam na jego plecy, blondyn stanął. - To nie mogło nic nie znaczyć... - szepnęłam cicho.
- Księżniczko... - obrócił się i podszedł znów. Chyba za blisko, bo doskonale czułam ciepło bijące z jego ciała. - Jesteśmy z dwóch różnych światów wiesz? Jesteś najbogatsza w mieście. Skoro brak ci towarzystwa, to je sobie kup. Na pewno cię stać. - powiedział z udawaną przyjaźnią.
- To nie są moje pieniądze, tylko pieniądze mojego taty, Niall. Czy na prawdę moje nazwisko przekreśla wspólne wypicie kawy? - mówiłam cicho. Czułam się przy nim taka mała.
- Ty stawiasz. - mruknął wkładając dłonie do kieszeni. Byłam w szoku ale uśmiechnęłam się.
- Zgoda.
Poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Wyglądała dobrze, wystrój bardzo mi się podobał. Ściany pomalowane na różowo, wypastowana podłoga w czarno białą szachownicę, szklane lub plastikowe (trudno powiedzieć z daleka) - niebieskie i zielone - stoły oraz krzesła. Na stołach kolorowe kwiaty i porcelana w szalone wzory, a w tle rozbrzmiewała przyjemna melodia piosenki Somebody to You - The Vamps ft Demi Lovato Widok ten wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- Fajnie. - Niall zaśmiał się i usiadł przy jednym ze stolików.
- Mają tu świetne shake'i i lody. Ale kawa też niezła.
- Często tu bywasz? - spojrzałam na niego siadając na przeciwko. Odgarnęłam włosy na jedną stronę.
- Ta, to kawiarnia mojego wuja. - wzruszył ramionami.
- Dobrze prosperuje? - sama nie wiem czemu o to spytałam.
- Czemu cię to interesuje? Powiesz ojczulkowi żeby ci ją kupił? - prychnął. Okej, to trochę zabolało.
- Czy mógłbyś przestać już z tymi docinkami, proszę? Na balu wydawałeś się zupełnie inny. Gdy tańczyliśmy byłeś taki... oczarowany? Nie wiem... Ale nie wiem też co stało się z tym chłopakiem. Teraz wydaje się, że to co mówili...
- Że mówili co? Te wszystkie pieprzone plotki? Nic o mnie nie wiesz i ci frajerzy którzy to rozpowiadają też. Zrobili ze mnie potwora w tym cholernym mieście bo mam kilka tatuaży, pale i nie boje się wyrażać tego co myślę. To chore. - patrzyłam na niego. Otworzył się przede mną choć na chwilę.
- Ja wcale cię nie oceniam... - powiedziałam cicho. - Nigdy nie słuchałam co mówią plotki, tak szczerze to nawet nie wiem co o tobie mówią... Nie uważam cię za... za potwora. Na balu wydałeś się bardzo interesujący... twoje oczy, wydały się takie. A to gdy tańczyliśmy... na prawdę mi się podobało. Chciałam tylko lepiej cię poznać Niall... Nie ocenić, poznać. - powiedziałam patrząc na swoje dłonie. Jakby czułam się winna.
- Powiedziałaś że to co o mnie mówili wydaje się prawdą.
- Nie powiedziałam... - spojrzałam na niego.
- Ale chciałaś. - mruknął.
- Nie... - pokręciłam lekko głową - nie chodziło o ciebie, a o mnie. Ktoś kiedyś powiedział mi, że wszystkich do siebie zrażam. Widocznie to była prawda. - westchnęłam cicho opuszczając znów głowę.
- Nie zrażasz nikogo. To kasa twojego ojca, lub sam on. Ludzi peszy taka ilość pieniędzy. Twój ojciec ma serio dużo władzy.
- Ciebie też to peszy? - Niall zaśmiał się.
- Jasne, że nie. Pieprze to, jeżeli ty jesteś okej. - spojrzałam na niego.
- A jestem? - przygryzłam wnętrze policzka czekając na odpowiedź.
- Na pewno nie jesteś rozpieszczoną i nadentą idiotką która myśli, że z powodu kasy ojca jest wyżej niż inni. To automatycznie sprawia, że jesteś do zniesienia. - zaśmiał się wstając. - Pójdę zamówić, co chcesz?
- Um... - mruknęłam patrząc na niego. Nie wiedziałam.
- Wybiorę za ciebie. - puścił mi oczko (na co automatycznie się zarumieniłam) i odszedł do lady. Odetchnęłam zamykając oczy. Chciałam pozbyć się rumieńców.
- Siemka. - otwarłam oczy słysząc Liam'a. Siedział przede mną. Okej, skąd on się tu wziął?
- Hej? Co tu robisz? - zmarszczyłam delikatnie brwi ale zaraz po tym uśmiechnęłam się.
- Przyszedłem w sprawie pracy, a ty? - nie zdąrzyłam odpowiedzieć bo Niall stojący za mną odpowiedział "Jest ze mną". Liam był wyraźnie zdziwiony, ale szybko się uśmiechnął i wstał. Przytulili się w ten 'Męski' sposób przez co to ja siedziałam teraz, w totalnym szoku.
- Dawno się nie widzieliśmy co? - Chłopacy usiedli.
- Wy się znacie? - spytałam w końcu.
- Nie zawsze byłem bogaty skarbie. Znam Niall'a od pieluch.
- I nadal jesteście przyjaciółmi? - uśmiechnęłam się lekko.
- Widzisz, Stan materialny mojej rodziny nie skreśla tego kim byłem i z kim się wychowywałem.
- Nie jesteś jedyna. - powiedział Niall za co Liam uderzył go w tył głowy.
- Ale na pewno wyjątkowa. - Powiedział mój przyjaciel uśmiechając się.
- Bo jestem jedyną dziewczyną w gronie twoich przyjaciół? - spytałam żartobliwie. Niall zaśmiał się lekko.
- Nad twoimi docinkami trzeba będzie trochę popracować. - poklepał mnie po ramieniu. Payno wstał.
- Idę do szefa w sprawie tej pracy. - puścił mi oczko i odszedł.
- Powodzenia. - zawołałam za nim.
Kelner przyniósł nam zamówienie.
- To shake. - wyjaśnił Niall. - Mieszanka smaków. Mój pomysł, spróbuj. - pochwalił się po czym polecił mi. Nic nie mówiąc posłuchałam, zrobiłam małego łyka a moje kupki smakowe eksplodowały.
- Niesamowite. - spojrzałam na blondwłosego który szczerzył się od ucha do ucha. - Nieziemskie... Niebiańskie. - mruknęłam po czym zafascynowana zrobiłam kolejnego łyka.
- Wymyślisz więcej pochlebnych słów na 'N'? - zaśmiał się - Ja i moje ego czekamy. - zachichotałam patrząc na niego. Te wszystkie synonimy zaczynają się na pierwszą literę jego imienia... Idealnie go opisują.
- N... - zaczęłam się zastanawiać, ale nic nie mogło przyjść mi do głowy. Wydęłam dolną wargę - Nic nie wymyślę. - Niall znów zaśmiał się. Miał cudowny śmiech.
- No wiesz! Zawiodłaś mnie. - chichotał rozbawiony.
I czas nam tak leciał... Dowiedziałam się kilku rzeczy o nim... Ale trudno było cokolwiek wyciągnąć. Zwykle gdy pytałam o coś odwracał temat lub po prostu ignorował pytanie i choć często śmiał się... głównie ze mnie, to dobrze mi z nim było. Czułam się przy nim na prawdę sobą, nie to, że normalnie się taka nie czuję.,. tylko zazwyczaj muszę przestrzegać pewnych reguł, a przy nim wszystko znika. Mogę wygłupiać się, śmiać, żartować. To prawie jak z Liam'em. Tylko, że przy Niall'u czuję się trochę inaczej... Co ja gadam, czuję się zupełnie inaczej. Jakbym w końcu komuś mogła się spodobać. Nie pieniądze mojego taty, a ja. Ta prawdziwa... i czuję się z tym na prawdę wspaniale.
Weszłam do domu z uśmiechem na ustach. Zdjęłam sandałki po czym poszłam na górę, po wejściu do pokoju od razu położyłam się na łóżku wzdychając z uśmiechem. Umówiłam się z Niall'em. Przygryzłam wargę choć na chwilę powstrzymując uśmiech. Nie mogłam uwierzyć w to jak się zachowuję. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę. - usiadłam czekając aż ktoś wejdzie. Tym kimś okazał się Connor.
- Um przeszkadzam? - podszedł do łóżka i usiadł obok.
- Wiesz że nie. - uśmiechnęłam się. - Co jest?
- Powoli mam już dość... - westchnął.
- Znów się z ciebie śmiali? Connor powiedz mi kto. Inaczej nie będę mogła ci pomóc. - położyłam dłoń na jego ramieniu. Mój młodszy brat westchnął. Było przykro patrzeć na to jak cierpi bo jacyś chłopacy mu dokuczali.
- Pamiętasz tego, który zaczepił mnie gdy wracałem z waszymi biletami na bal? - zmarszczyłam brwi.
- Niall? To on ci dokucza?
- Jego paczka... - powiedział cicho. Zamknęłam oczy przygryzając wargę... Na prawdę myślałam, że nie jest taki jak mówią ludzie. Ale skoro dręczy mojego brata to chyba jednak jest ziarenko prawdy w plotkach.
Siedząc na łóżku w piżamie zastanawiałam się co zrobić z tym wszystkim... Co zrobić w sprawie brata? Jak zachować się w stosunku do Niall'a? To wszystko jest takie... Westchnęłam głęboko i wstałam przeciągając się. Udałam się do mojej łazienki, wykonałam poranną toaletę i w ręczniku wróciłam do pokoju. Ubrałam bieliznę po czym mundurek szkolny. Rozczesałam falowane włosy po czym założyłam kolczyki perełki. Uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, wzięłam rzeczy do szkoły a potem wyszłam z pokoju zamykając delikatnie drzwi. Zeszłam na dół gdzie czekało już śniadanie. Zjadłam bez pośpiechu. Pani Johnes dała mi drugie śniadanie i mogłam wychodzić. Szofer już czekał. Zawiózł mnie pod szkołę. Przed wyjściem z samochodu uprzedziłam go, że dziś wrócę sama. Wysiadłam i udałam się do szkoły.
Liam jak zawsze czekał przy mojej szafce. Odłożyłam do niej torbę biorąc w zamian książki na kolejne trzy lekcje i wraz z przyjacielem udaliśmy się do klasy.
Zapowiadał się kolejny zwyczajny dzień, a przy najmniej część związana ze szkołą, bo po niej spotykałam się z Niall'em czego nie mogłam się doczekać. I choć byłam podniecona (od aut. Nie chodzi tu o podniecenie związane z seksem. Chodzi o to że po prostu bardzo nie może się doczekać) to trochę martwiłam. Nadal nie wiedziałam jak powiedzieć Niall'owi by przestał dręczyć mojego brata. Ale jedno wiedziałam na pewno - Nie zamierzałam odpuścić do puki on i jego znajomi nie zostawią Connora w spokoju.
- Mają tu świetne shake'i i lody. Ale kawa też niezła.
- Często tu bywasz? - spojrzałam na niego siadając na przeciwko. Odgarnęłam włosy na jedną stronę.
- Ta, to kawiarnia mojego wuja. - wzruszył ramionami.
- Dobrze prosperuje? - sama nie wiem czemu o to spytałam.
- Czemu cię to interesuje? Powiesz ojczulkowi żeby ci ją kupił? - prychnął. Okej, to trochę zabolało.
- Czy mógłbyś przestać już z tymi docinkami, proszę? Na balu wydawałeś się zupełnie inny. Gdy tańczyliśmy byłeś taki... oczarowany? Nie wiem... Ale nie wiem też co stało się z tym chłopakiem. Teraz wydaje się, że to co mówili...
- Że mówili co? Te wszystkie pieprzone plotki? Nic o mnie nie wiesz i ci frajerzy którzy to rozpowiadają też. Zrobili ze mnie potwora w tym cholernym mieście bo mam kilka tatuaży, pale i nie boje się wyrażać tego co myślę. To chore. - patrzyłam na niego. Otworzył się przede mną choć na chwilę.
- Ja wcale cię nie oceniam... - powiedziałam cicho. - Nigdy nie słuchałam co mówią plotki, tak szczerze to nawet nie wiem co o tobie mówią... Nie uważam cię za... za potwora. Na balu wydałeś się bardzo interesujący... twoje oczy, wydały się takie. A to gdy tańczyliśmy... na prawdę mi się podobało. Chciałam tylko lepiej cię poznać Niall... Nie ocenić, poznać. - powiedziałam patrząc na swoje dłonie. Jakby czułam się winna.
- Powiedziałaś że to co o mnie mówili wydaje się prawdą.
- Nie powiedziałam... - spojrzałam na niego.
- Ale chciałaś. - mruknął.
- Nie... - pokręciłam lekko głową - nie chodziło o ciebie, a o mnie. Ktoś kiedyś powiedział mi, że wszystkich do siebie zrażam. Widocznie to była prawda. - westchnęłam cicho opuszczając znów głowę.
- Nie zrażasz nikogo. To kasa twojego ojca, lub sam on. Ludzi peszy taka ilość pieniędzy. Twój ojciec ma serio dużo władzy.
- Ciebie też to peszy? - Niall zaśmiał się.
- Jasne, że nie. Pieprze to, jeżeli ty jesteś okej. - spojrzałam na niego.
- A jestem? - przygryzłam wnętrze policzka czekając na odpowiedź.
- Na pewno nie jesteś rozpieszczoną i nadentą idiotką która myśli, że z powodu kasy ojca jest wyżej niż inni. To automatycznie sprawia, że jesteś do zniesienia. - zaśmiał się wstając. - Pójdę zamówić, co chcesz?
- Um... - mruknęłam patrząc na niego. Nie wiedziałam.
- Wybiorę za ciebie. - puścił mi oczko (na co automatycznie się zarumieniłam) i odszedł do lady. Odetchnęłam zamykając oczy. Chciałam pozbyć się rumieńców.
- Siemka. - otwarłam oczy słysząc Liam'a. Siedział przede mną. Okej, skąd on się tu wziął?
- Hej? Co tu robisz? - zmarszczyłam delikatnie brwi ale zaraz po tym uśmiechnęłam się.
- Przyszedłem w sprawie pracy, a ty? - nie zdąrzyłam odpowiedzieć bo Niall stojący za mną odpowiedział "Jest ze mną". Liam był wyraźnie zdziwiony, ale szybko się uśmiechnął i wstał. Przytulili się w ten 'Męski' sposób przez co to ja siedziałam teraz, w totalnym szoku.
- Dawno się nie widzieliśmy co? - Chłopacy usiedli.
- Wy się znacie? - spytałam w końcu.
- Nie zawsze byłem bogaty skarbie. Znam Niall'a od pieluch.
- I nadal jesteście przyjaciółmi? - uśmiechnęłam się lekko.
- Widzisz, Stan materialny mojej rodziny nie skreśla tego kim byłem i z kim się wychowywałem.
- Nie jesteś jedyna. - powiedział Niall za co Liam uderzył go w tył głowy.
- Ale na pewno wyjątkowa. - Powiedział mój przyjaciel uśmiechając się.
- Bo jestem jedyną dziewczyną w gronie twoich przyjaciół? - spytałam żartobliwie. Niall zaśmiał się lekko.
- Nad twoimi docinkami trzeba będzie trochę popracować. - poklepał mnie po ramieniu. Payno wstał.
- Idę do szefa w sprawie tej pracy. - puścił mi oczko i odszedł.
- Powodzenia. - zawołałam za nim.
Kelner przyniósł nam zamówienie.
- To shake. - wyjaśnił Niall. - Mieszanka smaków. Mój pomysł, spróbuj. - pochwalił się po czym polecił mi. Nic nie mówiąc posłuchałam, zrobiłam małego łyka a moje kupki smakowe eksplodowały.
- Niesamowite. - spojrzałam na blondwłosego który szczerzył się od ucha do ucha. - Nieziemskie... Niebiańskie. - mruknęłam po czym zafascynowana zrobiłam kolejnego łyka.
- Wymyślisz więcej pochlebnych słów na 'N'? - zaśmiał się - Ja i moje ego czekamy. - zachichotałam patrząc na niego. Te wszystkie synonimy zaczynają się na pierwszą literę jego imienia... Idealnie go opisują.
- N... - zaczęłam się zastanawiać, ale nic nie mogło przyjść mi do głowy. Wydęłam dolną wargę - Nic nie wymyślę. - Niall znów zaśmiał się. Miał cudowny śmiech.
- No wiesz! Zawiodłaś mnie. - chichotał rozbawiony.
I czas nam tak leciał... Dowiedziałam się kilku rzeczy o nim... Ale trudno było cokolwiek wyciągnąć. Zwykle gdy pytałam o coś odwracał temat lub po prostu ignorował pytanie i choć często śmiał się... głównie ze mnie, to dobrze mi z nim było. Czułam się przy nim na prawdę sobą, nie to, że normalnie się taka nie czuję.,. tylko zazwyczaj muszę przestrzegać pewnych reguł, a przy nim wszystko znika. Mogę wygłupiać się, śmiać, żartować. To prawie jak z Liam'em. Tylko, że przy Niall'u czuję się trochę inaczej... Co ja gadam, czuję się zupełnie inaczej. Jakbym w końcu komuś mogła się spodobać. Nie pieniądze mojego taty, a ja. Ta prawdziwa... i czuję się z tym na prawdę wspaniale.
Weszłam do domu z uśmiechem na ustach. Zdjęłam sandałki po czym poszłam na górę, po wejściu do pokoju od razu położyłam się na łóżku wzdychając z uśmiechem. Umówiłam się z Niall'em. Przygryzłam wargę choć na chwilę powstrzymując uśmiech. Nie mogłam uwierzyć w to jak się zachowuję. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę. - usiadłam czekając aż ktoś wejdzie. Tym kimś okazał się Connor.
- Um przeszkadzam? - podszedł do łóżka i usiadł obok.
- Wiesz że nie. - uśmiechnęłam się. - Co jest?
- Powoli mam już dość... - westchnął.
- Znów się z ciebie śmiali? Connor powiedz mi kto. Inaczej nie będę mogła ci pomóc. - położyłam dłoń na jego ramieniu. Mój młodszy brat westchnął. Było przykro patrzeć na to jak cierpi bo jacyś chłopacy mu dokuczali.
- Pamiętasz tego, który zaczepił mnie gdy wracałem z waszymi biletami na bal? - zmarszczyłam brwi.
- Niall? To on ci dokucza?
- Jego paczka... - powiedział cicho. Zamknęłam oczy przygryzając wargę... Na prawdę myślałam, że nie jest taki jak mówią ludzie. Ale skoro dręczy mojego brata to chyba jednak jest ziarenko prawdy w plotkach.
Siedząc na łóżku w piżamie zastanawiałam się co zrobić z tym wszystkim... Co zrobić w sprawie brata? Jak zachować się w stosunku do Niall'a? To wszystko jest takie... Westchnęłam głęboko i wstałam przeciągając się. Udałam się do mojej łazienki, wykonałam poranną toaletę i w ręczniku wróciłam do pokoju. Ubrałam bieliznę po czym mundurek szkolny. Rozczesałam falowane włosy po czym założyłam kolczyki perełki. Uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, wzięłam rzeczy do szkoły a potem wyszłam z pokoju zamykając delikatnie drzwi. Zeszłam na dół gdzie czekało już śniadanie. Zjadłam bez pośpiechu. Pani Johnes dała mi drugie śniadanie i mogłam wychodzić. Szofer już czekał. Zawiózł mnie pod szkołę. Przed wyjściem z samochodu uprzedziłam go, że dziś wrócę sama. Wysiadłam i udałam się do szkoły.
Liam jak zawsze czekał przy mojej szafce. Odłożyłam do niej torbę biorąc w zamian książki na kolejne trzy lekcje i wraz z przyjacielem udaliśmy się do klasy.
Zapowiadał się kolejny zwyczajny dzień, a przy najmniej część związana ze szkołą, bo po niej spotykałam się z Niall'em czego nie mogłam się doczekać. I choć byłam podniecona (od aut. Nie chodzi tu o podniecenie związane z seksem. Chodzi o to że po prostu bardzo nie może się doczekać) to trochę martwiłam. Nadal nie wiedziałam jak powiedzieć Niall'owi by przestał dręczyć mojego brata. Ale jedno wiedziałam na pewno - Nie zamierzałam odpuścić do puki on i jego znajomi nie zostawią Connora w spokoju.
~*~