*NIALL'S POV*
Obserwowałem okolicę i ludzi przechadzających się po uliczkach parku, jednym uchem nasłuchując bezsensownej konwersacji przyjaciół. Siedziałem na oparciu ławki z nogami na siedzeniu tak jak Josh, reszta grupy siedziała na trawie lub żwirze, jedynie Lou nie chcąc pobrudzić swoich nowych spodni, <czego wolę nie komentować bo jesteśmy przyjaciółmi> siedział na swoim bmx-ie.- Ta cipa Kennedy, tam idzie. - Josh mruknął wskazując palcem na szybko idącego chłopaka ze słuchawką w jednym uchu.
- No i? - spytałem obojętnie, po czym zrobiłem kolejnego łyka, mojego ulubionego piwa.
- Jak to co? - spytał z oburzeniem mój przyjaciel- to Kennedy. - w odpowiedzi wzruszyłem ramionami, doskonale rozumiejąc co miał na myśli mówiąc to. Dopiłem resztkę napoju i w końcu wstałem z ławki wyrzucając butelkę na trawnik.
- Kennedy! - zawołałem idąc w stronę chłopaka. Nie musiałem się obracać by wiedzieć, że moja paczka idzie za mną.
Gdy Chłopak obrócił się, widząc przerażenie na jego dziecinnej twarzy uśmiechnąłem się złowieszczo.
- N-Niall. j-ja.. -jęknął przestraszony.
- Dla ciebie panie Horan chłopczyku. -syknąłem a on rytmicznie pokiwał głową na znak zrozumienia. Zaśmiałem się widząc jego szybką reakcję.
- Słuchaj Connor, nic do ciebie nie mam i w ogóle, ale to mój teren. A jako, że jesteś ze nienawidzonej przeze mnie rodziny.. muszę ci przypierdolić.. wiesz jak jest. - powiedziałem jakby to było coś najzwyklejszego w świecie. Otóż w moim właśnie takie było.. groźby, bójki, kłótnie - to była codzienność która powoli zaczynała mnie nudzić.
- A-ale j-ja..
- Ty co? Może masz jakieś wytłumaczenie hym? -mruknąłem chcąc go jeszcze trochę podręczyć.
- Ja no.. j-ja.. -jąkał się co zaczęło mnie irytować.
- Po prostu kurwa powiedz. Jesteś aż taką cipą, że nie potrafisz tego z siebie wydusić czy co?- syknąłem zły.
- Umh idę zanieść siostrze i jej koleżance bilety na bal.. -powiedział cicho.
- Na bal? -spytał Louis, jednak nie to przykuło moją uwagę.
- Masz siostrę? -spytałem ignorując pytanie Lou. Josh i Harry uśmiechnęli się na moje spostrzeżenie.
- Umh n-no tak..
- Jak ma na imię? - spytałem patrząc na niego uważnie.
- A-Anabel.. j..
- Jest taką bojo dupą jak ty? Czy może ma pazurki? - wszedłem mu w słowo zadając kolejne pytania, na które wszyscy zaśmiali się. Oprócz mnie i Connor'a oczywiście. Widząc, że chłopak nie umie odpowiedzieć znów się odezwałem.
- Nie ważne.. Gdzie i kiedy odbywa się bal?
- W naszym liceum.. jutro o 19.. a d-dlaczego? - spytał cicho.
- Nie interesuj się. A teraz spierdalaj, bo jeszcze zmienię zdanie. - był zdziwiony jednak dwa razy nie musiałem powtarzać. Obróciłem się do chłopaków.
- Myślisz o tym co ja? - spytał z uśmiechem Harry.
- Myślę, że zabawimy się. - powiedziałem z cwaniackim uśmiechem, ochoczo pocierając dłońmi.
*ANABEL'S POV*
Wraz z przyjaciółką Mel, szykowałyśmy się na wiosenny bal. Byłam bardzo podekscytowana faktem iż w tym roku jestem w odpowiedniej klasie, by przeżyć to na własnej skórze.Z opowieści starszych uczniów, teraz już absolwentów, naszej szkoły, wiem że to będzie coś spektakularnego.
Byłam świadoma faktu, że będę wspominać tę noc bardzo długo, dlatego tym bardziej chciałam by wszystko było idealne. Sala, jej dekoracje, określone stroje dla uczestników, moja piękna pudrowa kreacja długa aż do ziemi oraz biżuteria, którą moja mama podarowała mi.
Moją ekscytacje gasił jednak fakt, że poprosiłam brata o kupno biletów już trzy godziny temu a on nadal nie wrócił.
- Oh i gdzie do diaska jest Connor? A jeśli coś mu się stało? - pytam zdenerwowana, siadając jednocześnie na łóżku i patrząc na obracającą się w czerwonej sukience, i patrzącą w lustro Melanie. Dziewczyna obróciła się w moją stronę.
- Na pewno nic mu się nie stało Ana.. nie denerwuj się. Zapewne wpadł na kolegów i rozmawiają gdzieś. - Chciałam odpowiedzieć jej coś jednak słysząc tupot stóp idących po schodach czym prędzej zerwałam się z łóżka po czym wyszłam z pokoju. Widząc bladego brata zamarłam.
- Connor? N-nic ci nie jest? -pytam cicho zmniejszając dystans między nami.
- Wszystko okej. -uśmiecha się fałszywie, przez cały czas patrzę mu prosto w oczy i wiem. Wiem że kłamie.
- Przecież znam cię dobrze... -szepcze kładąc mu dłonie na ramiona.- powiedz mi. -żądam na co on cicho wzdycha.
- To na prawdę nic... -burczy chmurnie.
- Tym bardziej chce wiedzieć. -gaszę jego temperament a on znów cicho wzdycha.
- Wpadłem na grupę Horan'a... -mruczy nie zrozumiale na co marszczę brwi.
- Co zrobiłeś? -pytam bo na prawdę chce wiedzieć.
- Wpadłem na grupę Horan'a. -powtarza głośniej i wyraźniej.
- Któż to? - dopytuje.
- To chłopak nieco starszy od nas, jest... z tej biedniejszej dzielnicy i Umh cóż... budzi strach, jest kryminalistą. -do rozmowy nieoczekiwanie włącza się Melanie.
- oh... -to jedyne co jestem w stanie powiedzieć. Bacznie przyglądam się Connor'owi.- nic ci nie zrobił. -stwierdzam po chwili.
- T-tak... cóż ale ja.. wygadałem się o waszym balu... -mówiąc to opuszcza głowę ze skruchą.
- Co zrobiłeś?! -piszczy zdenerwowana do granic możliwości Mel.
- przepraszam... -mówi cichutko.
- On nam zniszczy bal! -jęczy.
- Spokojnie Melanie, na pewno tego nie zrobi... -mówię chcąc ją uspokoić.
- Anabel... on też pytał o ciebie... -dopowiada Connor a ją czuje jak moja !szczęka opada na podłogę.
- C-co? -pytam cicho.- o co pytał?
Brat opowiada nam całe zajście nie pomijając żadnego szczegółu... gdy kończy obie jesteśmy wstrząśnięte. Jednak nie możemy obmyślić żadnego planu na możliwą sytuację z ingerencją tych chłopaków na nasz bal, jest późno a Melanie musi już wracać. Odprowadzam ją do drzwi, a gdy jej już nie ma idę wykonać toaletę po czym kładę się do łóżka. Moje myśli krążą jednak wokół słów brata nie dając mi tym samym upragnionego snu...lecz mimo wszystko pogrążam się w nim zaskakująco szybko jak na tyle nie poukładanych myśli*
***
Wraz z przyjacielem spacerowaliśmy po parku. Liam'a znałam od dwóch lat, choć mogłoby się wydawać, że staż naszej znajomości był znacznie dłuższy. Ufałam mu w 100%, nigdy mnie nie zawodził i zawsze gdy potrzebowałam podpory, był nawet w momentach kiedy uważałam że zupełnie tego nie potrzebuje. On rozumie mnie bez słów, wystarczy jedno spojrzenie a ten od razu wie, że coś jest nie tak. - jest dobrym przyjacielem, a ja co dzień dziękuję bogu za to, że go mam.
- Więc bal? -zaśmiał się patrząc na mnie.
- Hej, nie oceniaj mnie - zachichotałam radośnie. - na prawdę się cieszę, że już dziś to przeżyje... jednakże podczas zajmowania się przygotowaniami kompletnie zapomniałam o wyborze partnera. Proszę cię, idź ze mną Liam.
- Kobiety - pokręcił z rozbawieniem głową.- Dobrze złotko... pójdę z tobą ale musisz mi to jakoś wynagrodzić. - słysząc zgodę z jego ust uśmiechnęłam się szeroko ukazując rząd białych zębów i dołeczek w lewym policzku.
- Bardzo ci dziękuję i tak, zrobię wszystko. -przytaknęłam mu.- powiedz tylko co mogę dla ciebie zrobić.
- Na razie nie wpadłem jeszcze na nic, aczkolwiek gdy zdecyduje się, od razu dam ci znać. A teraz zapraszam panią na lody. - uśmiechnął się wskazując na budkę.
- Wiesz jak mnie uszczęśliwić. -radosna ustawiam się w kolejce. Liam śmieje się stając obok mnie.
- Co tam u twoich rodziców? -zadając to pytanie obejmuje mnie z delikatnym uśmiechem.
- Cóż... Mama, szczęśliwa równie jak ja. A mój tata? Jest dumny jak i zajęty pracą. - Odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- No tak, jakby inaczej. -nim się oglądam nadchodzi nasza kolej.- Poprosimy dwa lody Amerykańskie jeden czekoloadowo-śmietankowy a drugi Tylko śmietankowy, duże oczywiście. -mówi nie dając mi szans by samemu złożyć zamuwienie, jednak nie przeszkadza mi to bo wybrał takiego jakiego lubię.
Gdy Liam wręczył mi loda ukradkiem liżąc swojego kontynuowaliśmy spacer rozmawiając o przeróżnych sprawach.
- Więc bal? -zaśmiał się patrząc na mnie.
- Hej, nie oceniaj mnie - zachichotałam radośnie. - na prawdę się cieszę, że już dziś to przeżyje... jednakże podczas zajmowania się przygotowaniami kompletnie zapomniałam o wyborze partnera. Proszę cię, idź ze mną Liam.
- Kobiety - pokręcił z rozbawieniem głową.- Dobrze złotko... pójdę z tobą ale musisz mi to jakoś wynagrodzić. - słysząc zgodę z jego ust uśmiechnęłam się szeroko ukazując rząd białych zębów i dołeczek w lewym policzku.
- Bardzo ci dziękuję i tak, zrobię wszystko. -przytaknęłam mu.- powiedz tylko co mogę dla ciebie zrobić.
- Na razie nie wpadłem jeszcze na nic, aczkolwiek gdy zdecyduje się, od razu dam ci znać. A teraz zapraszam panią na lody. - uśmiechnął się wskazując na budkę.
- Wiesz jak mnie uszczęśliwić. -radosna ustawiam się w kolejce. Liam śmieje się stając obok mnie.
- Co tam u twoich rodziców? -zadając to pytanie obejmuje mnie z delikatnym uśmiechem.
- Cóż... Mama, szczęśliwa równie jak ja. A mój tata? Jest dumny jak i zajęty pracą. - Odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- No tak, jakby inaczej. -nim się oglądam nadchodzi nasza kolej.- Poprosimy dwa lody Amerykańskie jeden czekoloadowo-śmietankowy a drugi Tylko śmietankowy, duże oczywiście. -mówi nie dając mi szans by samemu złożyć zamuwienie, jednak nie przeszkadza mi to bo wybrał takiego jakiego lubię.
Gdy Liam wręczył mi loda ukradkiem liżąc swojego kontynuowaliśmy spacer rozmawiając o przeróżnych sprawach.
***
Weszłam do domu z uśmiechem na ustach. Już przy drzwiach można było wyczuć aromat potraw przygotowywanych w kuchni na obiad. Zdjęłam moje pantofle i powolnym krokiem poszłam właśnie tam.
- Dzień dobry pani Johnes. -Uśmiechnęłam się ciepło do kobiety po 40-stce.
- Witam panienko Kennedy. -Odwzajemnijła uśmiech obdarowując mnie jednym z jej uśmiechów pełnych miłości.
- Co dziś będzie na obiad jeśli można spytać? -Podchodzę do gazówki i spoglądam na naczynia- ojej, łosoś na parze. -Składam na jej policzku delikatny całus.- dziękuję.
- To drobiazg. -Kobieta wróciła do gotowania.- Za chwileczkę podawać będę do stołu, czy mogłabym prosić Panienkę o powiadomienie Pana Kennedy'ego o tym że posiłek jest już gotowy? -pyta jedynie przelotnie na mnie spoglądając.
- Oczywiście, za chwilkę powiadomię go o tym. Do widzenia. - Kolejny raz uśmiecham się do niej po czym wychodzę z kuchni i udaję się schodami na piętro, gdy jestem już przed drzwiami gabinetu wkładam niesforny kosmyk włosów za ucho i delikatnie pukam knykciami o mahoniową płytę.
- Proszę. -słyszę głos taty więc powoli otwieram drzwi i z uśmiechem przechodzę przez próg pokoju.
- Oh witaj Anabel, co cię do mnie sprowadza skarbie? -tato zdejmuje okulary, które służą mu do pracy z nosa po czym odkłada je na biurko. W tym czasie podchodzę do mahoniowego biurka za którym siedzi, okrążam je i nachylam się nad siedzącym ojcem by złożyć delikatny pocałunek na jego policzku. Gdy już prostuję się - wracam na poprzednie miejsce.
- Pani Johnes prosiła by przekazać ci, że obiad jest już prawie gotowy i dokładnie za chwilkę będzie podany. - Lekko uśmiecham się do przyglądającego mi się ojcu.
- Hm dobrze, dziękuję za informację Anabel. Za chwilkę zejdę. -oznajmił znów zakładając okulary oraz wracając do pracy. Powoli idę do drzwi jednak zatrzymuję się w progu i odwracam głowę w jego stronę.
-O, i tato.. -mówię patrząc na niego.
- Tak? - podnosi na mnie wzrok znad papierów i obdarza mnie uważnym spojrzeniem.
- Kocham cię. -oznajmiam z uśmiechem na co on również uśmiecha się.
- Ja ciebie również, księżniczko. -Odpowiada a ja wychodzę zamykając za sobą drzwi. Idę do pokoju by podłączyć telefon pod ładowarkę po czym schodzę na dół. Siadam prosto w jadalni, na tym samym miejscu co zawsze i czekam. Czekam na jedzenie oraz resztę rodziny, jedzenie powoli pojawia się na stole a członkowie rodziny schodzą się i siadają na swoich miejscach. Gdy już wszystko jest na swoim miejscu wymieniamy się krótkim słowem "smacznego" i zabieramy się za jedzenie.
Jem powoli, delektując się każdym kęsem, smak wręcz eksploduje w mych ustach. Jem w ciszy by całkowicie oddać się potrawie jednak to zmienia się gdy tato kieruje pytanie w stronę mojego brata.
- Connor czy przemyślałeś swój wybór co do profilu na studiach, na którym zamierzasz się kształcić za dwa lata? Czy na prawdę myślisz że kontakty między ludzkie to dobry pomysł? -pyta patrząc na niego.
- Tak tato, chcę tego i nie zmienię zdania.
- Więc co będziesz robił po skończeniu uczelni na takim profilu? Nie dostaniesz żadnej pożądnej pracy. -karci go a ja odkładam sztućce.
- Tato, myślę, że nie powinieneś tak krytykować Connor'a. W końcu to on ma czuć się dobrze z tym czego chce się uczyć. Myślę też, że powinieneś go w tym wspierać. -bronię brata patrząc na tatę.
- Córko. -mówi surowo.- Dobrze wiecie że chcę dla was jak najlepiej, wasza przyszłość jest w tym momencie najważniejsza. Martwię się o to że Connor nie będzie w stanie zapewnić bytu swojej rodzinie, czy to nie normalne? -pyta spoglądając to na mnie to na Connor'a.- Dlatego tym bardziej cieszę się.. - kładzie swoją dłoń na mojej delikatnie się do mnie uśmiechając- że jesteś rozsądna i idziesz w moje ślady. - obdarowuję go skinieniem głowy i wszyscy wracamy do jedzenia.
- Jak poszły przygotowania do balu Anabel? -Pyta po chwili tata.
- Cóż, cudownie. -uśmiecham się- Jestem zadowolona ze wszystkiego. Moja sukienka, bransoletka od mamy i wszystko inne.
- Kto zabiera cię na bal? - zadaje kolejne pytanie ale ja najpierw robię małego łyka wody z kieliszka, odkładam go i dopiero wtedy obdarowuję go spojrzeniem by odpowiedzieć.
- Liam. -mówię krótko jednak rzeczowo odpowiadając na pytanie.
***
Będąc już prawie gotowa zakładam małe obcasy w kolorze sukienki, spsikuję szyję perfumem Chanele i stwierdzam że to wszystko. Słysząc dzwonek od frontowych drzwi zabieram kopertówkę i wychodzę z pokoju, a potem schodami na dół by w holu zastać rozmawiających ojca oraz ubranego w czarny garnitur i białą koszulę oraz pasujący do garnituru krawat Liama.
- Witaj piękna. -Liam wita mnie z uśmiechem.
- Wyglądasz zjawiskowo córeczko. -Komplementuje mnie tata nie dając mi szans by przywitać się z przyjacielem, jednak uśmiecham się.
- Bardzo dziękuję. Jedziemy? -spoglądam na wysokiego chłopaka.
- Oczywiście. -Kładzie dłoń na dolnej części moich pleców- Do widzenia panie Kennedy. -żegna się z moim tatą i wychodzimy. - Na prawdę wyglądasz pięknie Ano.
- Dziękuję Liam, ty też świetnie wyglądasz. Do twarzy ci w garniturze. -wsiadamy do samochodu i po zapięciu pasów Liam rusza z podjazdu w stronę szkoły, jesteśmy tam w mgnieniu oka. Młody mężczyzna wysiada i okrąża samochód by otworzyć przede mną drzwi i pomóc wysiąść i mnie. Zamyka swoje cacko i użycza mi swego ramienia które chętnie przyjmuję gdyż nadal nie zbyt dobrze radzę sobie z chodzeniem w tych butach. Wchodzimy do budynku szkoły udając się na salę z której dobiega muzyka, oboje mamy na twarzach uśmiechy i wymieniamy się spojrzeniami. Gdy Liam otwiera przede mną drzwi ja wchodzę przez nie a on tuż za mną.
- Tańczymy? -pyta do mojego ucha a ja z uśmiechem przytakuję, idziemy na parkiet. Zarzucam mu dłonie na ramiona plącząc je ze sobą za jego karkiem, on zaś kładzie swoje dłonie na mych biodrach i delikatnie kołyszemy się tak w rytm melodii wymieniając się radosnymi uśmiechami. Po dwóch tańcach Przyjaciel proponuje mi pączu a ja z ogromną chęcią przyjmuję propozycję. Gdy ten odchodzi w stronę stołu na którym znajduje się bufet ja przenoszę się z środku parkietu na bok. Melanie podchodzi do mnie z uśmiechem, witamy się delikatnym przytulasem i zaczynamy gawędzić o tym wydarzeniu. Jednak gdy słyszę że drzwi od sali gimnastycznej otwierają się, ciekawa odrywam wzrok i przenoszę go na - jak się okazuje chłopaka za którym stoi kilku innych.
Jest ubrany w jeansy, czarną koszulkę i granatową marynarkę. Jego bląd włosy postawione są do góry.
- To on. -mówi do mnie Melanie, dopiero teraz zauważam, że od razu po wkroczeniu nieznajomego muzyka ucichła, a on spogląda na nas słysząc głos Mel.
~*~
kocham... pierwsze słowo jakie przychodzi mi namyśl po przeczytaniu i prolog'a i pierwszego rozdziału. Prolog jest bardzo, bardzo, bardzo zachęcający całkiem nietypowy, bym powiedziała, że oryginalny i niepowtarzalny (świece słownictwem xd) Mnie na przykład zawsze ciekawiła historia Romeo'a i Julii i myślę, że innych tak samo, więc pewnie szybko znajdziesz mnóstwo czytelników, czego też Ci bardzo życzę.
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny... Wiadomo, że to dopiero wprowadzenie, więc nikt cudów nie oczekuje, ale ta akacja na końcu i tak daje dużo do myślenia. Co wydarzy się na balu? Jak będzie wyglądało pierwsze spotkanie głównych bohaterów? Oo kurczę, sama chciałabym już wiedzieć, inni pewnie też.
Niby często spotyka się, że któryś z 1D jest punkiem i zakochuje się w dziewczynie, ale myślę, że ta historia będzie odbiegała od tamtych, że będzie pokazywała bardziej realistyczne życie, realistyczne problemy. Nie mogę się już doczekać tego wszystkiego.
Trzymam za Ciebie kciuki i życzę weny.
xoxo
Cudo *O* Miałaś genialny pomysł na fabułę. Życzę weny ♥
OdpowiedzUsuńtwoja @l0uxh xx
Jejku to ff zdecydowanie jest najlepszym ff jakie kiedykolwiek czytałam tylko szkoda ze to o NIall'u a nie o Harrym bardziej mi się podobało z nim (ale to tylko moje zdanie) misiu czekam na następny rozdział xxx
OdpowiedzUsuń@OneLessLonely_6
Genialne, czekam na następny rozdział. Czy orientujesz się kiedy go dodaSZ????? xoxoxo /Blair
OdpowiedzUsuń