piątek, 26 września 2014

Chapter Two

*ANABEL'S POV*
Blondyn powolnym krokiem rusza w naszą stronę. Po jego ruchach oraz wyrazie twarzy można by uznać że jest zły, bardzo zły jednak coś kusi mnie by spojrzeć w jego oczy, na początku nie mogę rozpoznać informacji jakie skrywają, ale gdy staje przede mną zupełnie ignorując Melanie, wiem że nie ma złych zamiarów. Czuję to w głębi siebie. 
- Czy, chcesz zatańczyć? - Słysząc jego, piękny, nie wahający się głos można by przypuszczać, że jest pewny siebie, tyle że ja nadal patrzę w jego błękitne oczy i widzę jak przez ułamek sekundy przelatuje przez nie niepewność, wahanie... a może to strach? Czy człowiek zniszczony do szpiku kości może bać się odrzucenia przez nic nieznaczącą dziewczynę? Nie. - moja podświadomość uśmiecha się do mnie szeroko pokazując kciuki w górę. Delikatnie uśmiecham się do siebie. Mam wrażenie, że ludzie źle go oceniają...
- Tak. - mówię cicho nie odrywając od jego oczu moich, zauważam że w jego tęczówkach przez krótką chwilę pojawia się ulga a jeden z kącików jego ust drga oraz delikatnie - prawie nie widocznie unosi się do góry. Chłopak chwyta mnie za dłoń i prowadzi na środek parkietu gdzie odpowiednio ustawiamy się.
Gdy rozbrzmiewa muzyka zaczynamy delikatnie kołysać się do rytmu. Mam wrażenie że unosimy się nad ziemią, patrząc sobie w oczy tańcząc. Co jakiś czas jedno z nas obdarza uśmiechem drugie i... mogłabym tańczyć z nim tak do końca życia.
- Czuję się dziwnie... - mówi chłopak przez co moje wesołe oczy smutnieją, a uśmiech znika z twarzy... Myślałam że jemu też jest dobrze...
- Hej um... Kurwa... Nie o to mi chodziło... - chyba widzi tę nagłą zmianę bo zaczyna się tłumaczyć... bynajmniej próbuje to robić. Opuszcza głowę ale zaraz podnosi ją by spojrzeć mi w oczy - Czuję się dziwnie... ale pozytywnie dziwnie... uh znaczy... podoba mi się to. - Mówi w końcu a ja czuję jakby kamień spadł z mojego serca. Znów delikatnie się uśmiecham jednak zaczyna ogarniać mnie panika gdy usta chłopaka zbliżają się do moich... Lecz gdy tylko jego ciepłe wargi lekko muskają moje cały strach odchodzi w zapomnienie, ponieważ przez uczucie lekkich prądów elektrycznych zapominam nawet jak się nazywam. Jego twarz oddala się troszkę od mojej, a jego oczy uważnie wpatrują się w moje.
Niech to wydarzy się jeszcze raz... i jeszcze raz... i jeszcze... i już tak do końca.
Delikatnie staję na palcach by znów złączyć nasze usta w niewinnym muśnięciu jednak znajomy głos przywołuje mnie na ziemię.
- Panie Horan. - Warczy dyrektor. Odsuwam się od chłopaka delikatnie rumieniąc, lecz zdaje się że nikt nie zauważa tego.
- Uh czego? - Warczy wyraźnie zirytowany Horan... Dlaczego oni wszyscy mówią do niego po nazwisku? Przez to nie znam jego imienia. Cóż, to zdecydowanie nie sprawiedliwe.
- To bal dla uczniów naszej szkoły. Dla osób cóż... ze swer panie Horan, osoby takie jak pan nie pasują do tego świata, do tych uroczystości, do tych ludzi.
- Takie jak ja? - Widzę rosnący gniew w jego oczach... nie jest dobrze.
- Slamsy. - odzywa się chłopak stojący za dyrektorem... Widząc jak blondyn zaciska dłonie w pięści muszę interweniować.
- Slamsy? - prychnęłam. - Dobrze wychowany młodzieniec i chłopak ze swer jak ujął to pan Dyrektor nigdy nie powiedziałby na drugiego człowieka tak... grubiańsko. Takie słownictwo w stosunku bliźniego jest oznaką braku wychowania i prymitywności. Reasumując to ty Blake jak i twoi koledzy, którzy niejednokrotnie zachowali się karygodnie jak ty w tej właśnie chwili nie powinni pojawić się na tym balu, ponieważ um.. - popatrzyłam na blondyna który równie oszołomiony patrzył na mnie, jak reszta sali.
- N-Niall... - mówi nadal nie mogąc przyjąć do wiadomości, że stałam po jego stronie.
- Niall - uśmiechnęłam się. - nie zachował się karygodnie, oraz prymitywnie. Nie zrobił niczego, nie obraził nikogo. Dlaczego więc to on ma opuścić bal skoro nie zrobił niczego by zniżyć się do poziomu... slamsów? - Spytałam patrząc na Blake, był zirytowany moją postawą.
- Stajesz po stronie tego biedaka?! Tego cholernego obdartusa?! - Wrzasnął, widziałam jak jego dłoń podnosi się i właśnie w tej chwili poczułam znajome ciepło, bijące od ciała człowieka.
- Spróbuj tylko dotknąć tę dziewczynę, a twoja matka nie raczy cię poznać. - Wycedził przez zaciśnięte zęby Niall.
To groźba.. Moja podświadomość każe brać nogi za pas jednak ja nadal tam jestem i patrzę jak strach w oczach Blake'a rośnie. Odsówa się.
- Dosyć tego! - mówi dyrektor. - Horan zabierz swoją bandę i opuśćcie salę, Panno Kennedy, porozmawiam na temat pani postawy, z pani ojcem. - mówi i obdarza mnie chłodnym spojrzeniem po czym wskazuje na wyjście z sali... Przyjaciele Niall'a wychodzą jednak on nadal jest za mną. Powoli więc obracam się i gdy widzę w jego oczach coś na miano szoku delikatnie marszczę brwi. W ułakem sekundy wyraz jego twarzy staje się chłodniejszy, chowa ręce do kieszeni i idzie w stronę wyjśćia...
- Anabel? - Już chcę zawołać go... powiedzieć cokolwiek.. lecz słysząc głos przyjaciela zapominam o tym, obracam się znów.
- Tak? - pytaniem odpowiadam na jego nie zrozumiałe pytanie.
- Czy wszystko wpożądku?
- Właściwie to nie... Jak oni mogli tak bezczelnie mówić o nim nie wiedząc jaki jest na prawdę? To nie sprawiedliwe... - mówię ciszej.
- Ana... - wzdycha. - Nikt nigdy nie mówił że świat jest sprawiedliwy. Twój pącz. - Podaje mi szklaną filiżankę z której robię małego łyka.

~

 Dokładnie trzy dni minęły od balu. Dyrektor tak jak mówił, porozmawiał z moim tatą i, cóż... ten nie był zadowolony moją 'niestosowną postawą' jednakże nie zostałam ukarana. Nie było za co być karanym. 
 Więc teraz jestem tu - w bibliotece publicznej, szukając jakichś nowych książek. Jestem stałym gościem biblioteki. Lubię tu być, jest cicho, spokojnie, a na dodatek tak pięknie pachnie pergaminem. Po wypożyczeniu dwóch książek wyszłam z biblioteki trzymając nowe zdobycze mocno przy piersi, owinięte moimi ramionami.  Kolejny raz pochłonęły mnie myśli o głębokich, błękitnych oczach, bląd czuprynie, jasnej cerze oraz tych pełnych, ciepłych ustach. Szłam przed siebie tak zamyślona, że przez nie uwagę wpadłam na kogoś. A raczej na niego... Czy intensywne myślenie o kimś może przywołać tę osobę w miejsce, w którym właśnie jesteś? 

Ale czy to ten sam chłopak? Minęły zaledwie trzy dni a on... ma kolczyki w wardze oraz brwi. Ma tatuaże, jedo ramiona pokryte są nimi jak kartka papieru, którą ktoś zapragną pomalować. I mimo takiej zmiany, jego oczy wpatrujące się teraz we mnie ze zdumieniem wciąż pozostawały bez zmian... wciąż tak bardzo intensywne, oh... oczy, które tak często nawiedzały mnie we śnie. Znów je widzę...
- P-przepraszam... - wydukałam z opuszczoną głową. 
- Jest... spoko. - mruczy. - Dzięki, że stanęłaś w mojej obronie, wtedy na balu. - zerkam na niego. Drapie się dłonią po karku. 
- Każdy zasługuje na równe traktowanie. - delikatnie się uśmiechnęłam. - Chcesz może... wypić ze mną kawę? - pytam niepewnie, patrząc w jego oczy.
- Taaaa. - prychnął. - Słuchaj, Anabel. Bo chyba tak masz na imię. To co stało się na balu nie zmienia faktu, że między nami jest... - zastanowił się jakiego słowa użyć. - Konflikt? - delikatnie zmarszczyłam brwi.
- Jak to? Przecież prawie w ogóle się nie znamy. - chłopak śmieje się gardłowo.
- My nie. Ale doskonale znam twojego cholernego ojca. - warczy. Moje brwi unoszą się w górę na znak zdziwienia.
- Reasumując... Nie chcesz wypić ze mną kawy tylko dlatego, że mój ojciec, jest moim ojcem? - pytam patrząc na każdy szczegół jego twarzy, Niall wzdycha.
- Takie życie, maleńka. - wymija mnie by odejść.
- Ale całowałeś mnie... Nie można całować kogoś od tak. - obróciłam się i patrzyłam na jego plecy, blondyn stanął. - To nie mogło nic nie znaczyć... - szepnęłam cicho.
- Księżniczko... - obrócił się i podszedł znów. Chyba za blisko, bo doskonale czułam ciepło bijące z jego ciała. - Jesteśmy z dwóch różnych światów wiesz? Jesteś najbogatsza w mieście. Skoro brak ci towarzystwa, to je sobie kup. Na pewno cię stać. - powiedział z udawaną przyjaźnią.
- To nie są moje pieniądze, tylko pieniądze mojego taty, Niall. Czy na prawdę moje nazwisko przekreśla wspólne wypicie kawy? - mówiłam cicho. Czułam się przy nim taka mała.
- Ty stawiasz. - mruknął wkładając dłonie do kieszeni. Byłam w szoku ale uśmiechnęłam się.
- Zgoda.
Poszliśmy do pobliskiej kawiarenki. Wyglądała dobrze, wystrój bardzo mi się podobał. Ściany pomalowane na różowo, wypastowana podłoga w czarno białą szachownicę, szklane lub plastikowe (trudno powiedzieć z daleka) - niebieskie i zielone - stoły oraz krzesła. Na stołach kolorowe kwiaty i porcelana w szalone wzory, a w tle rozbrzmiewała przyjemna melodia piosenki Somebody to You - The Vamps ft Demi Lovato Widok ten wywołał uśmiech na mojej twarzy.
- Fajnie. - Niall zaśmiał się i usiadł przy jednym ze stolików.
- Mają tu świetne shake'i i lody. Ale kawa też niezła.
- Często tu bywasz? - spojrzałam na niego siadając na przeciwko. Odgarnęłam włosy na jedną stronę.
- Ta, to kawiarnia mojego wuja. - wzruszył ramionami.
- Dobrze prosperuje? - sama nie wiem czemu o to spytałam.
- Czemu cię to interesuje? Powiesz ojczulkowi żeby ci ją kupił? - prychnął. Okej, to trochę zabolało.
- Czy mógłbyś przestać już z tymi docinkami, proszę? Na balu wydawałeś się zupełnie inny. Gdy tańczyliśmy byłeś taki... oczarowany? Nie wiem... Ale nie wiem też co stało się z tym chłopakiem. Teraz wydaje się, że to co mówili...
- Że mówili co? Te wszystkie pieprzone plotki? Nic o mnie nie wiesz i ci frajerzy którzy to rozpowiadają też. Zrobili ze mnie potwora w tym cholernym mieście bo mam kilka tatuaży, pale i nie boje się wyrażać tego co myślę. To chore. - patrzyłam na niego. Otworzył się przede mną choć na chwilę.
- Ja wcale cię nie oceniam... - powiedziałam cicho. - Nigdy nie słuchałam co mówią plotki, tak szczerze to nawet nie wiem co o tobie mówią... Nie uważam cię za... za potwora. Na balu wydałeś się bardzo interesujący... twoje oczy, wydały się takie. A to gdy tańczyliśmy... na prawdę mi się podobało. Chciałam tylko lepiej cię poznać Niall... Nie ocenić, poznać. - powiedziałam patrząc na swoje dłonie. Jakby czułam się winna.
- Powiedziałaś że to co o mnie mówili wydaje się prawdą.
- Nie powiedziałam... - spojrzałam na niego.
- Ale chciałaś. - mruknął.
- Nie... - pokręciłam lekko głową - nie chodziło o ciebie, a o mnie. Ktoś kiedyś powiedział mi, że wszystkich do siebie zrażam. Widocznie to była prawda. - westchnęłam cicho opuszczając znów głowę.
- Nie zrażasz nikogo. To kasa twojego ojca, lub sam on. Ludzi peszy taka ilość pieniędzy. Twój ojciec ma serio dużo władzy.
- Ciebie też to peszy? - Niall zaśmiał się.
- Jasne, że nie. Pieprze to, jeżeli ty jesteś okej. - spojrzałam na niego.
- A jestem? - przygryzłam wnętrze policzka czekając na odpowiedź.
- Na pewno nie jesteś rozpieszczoną i nadentą idiotką która myśli, że z powodu kasy ojca jest wyżej niż inni. To automatycznie sprawia, że jesteś do zniesienia. - zaśmiał się wstając. - Pójdę zamówić, co chcesz?
- Um... - mruknęłam patrząc na niego. Nie wiedziałam.
- Wybiorę za ciebie. - puścił mi oczko (na co automatycznie się zarumieniłam) i odszedł do lady. Odetchnęłam zamykając oczy. Chciałam pozbyć się rumieńców.
- Siemka. - otwarłam oczy słysząc Liam'a. Siedział przede mną. Okej, skąd on się tu wziął?
- Hej? Co tu robisz? - zmarszczyłam delikatnie brwi ale zaraz po tym uśmiechnęłam się.
- Przyszedłem w sprawie pracy, a ty? - nie zdąrzyłam odpowiedzieć bo Niall stojący za mną odpowiedział "Jest ze mną". Liam był wyraźnie zdziwiony, ale szybko się uśmiechnął i wstał. Przytulili się w ten 'Męski' sposób przez co to ja siedziałam teraz, w totalnym szoku.
- Dawno się nie widzieliśmy co? - Chłopacy usiedli.
- Wy się znacie? - spytałam w końcu.
- Nie zawsze byłem bogaty skarbie. Znam Niall'a od pieluch.
- I nadal jesteście przyjaciółmi? - uśmiechnęłam się lekko.
- Widzisz, Stan materialny mojej rodziny nie skreśla tego kim byłem i z kim się wychowywałem.
- Nie jesteś jedyna. - powiedział Niall za co Liam uderzył go w tył głowy.
- Ale na pewno wyjątkowa. - Powiedział mój przyjaciel uśmiechając się.
- Bo jestem jedyną dziewczyną w gronie twoich przyjaciół? - spytałam żartobliwie. Niall zaśmiał się lekko.
- Nad twoimi docinkami trzeba będzie trochę popracować. - poklepał mnie po ramieniu. Payno wstał.
- Idę do szefa w sprawie tej pracy. - puścił mi oczko i odszedł.
- Powodzenia. - zawołałam za nim.
 Kelner przyniósł nam zamówienie.
- To shake. - wyjaśnił Niall. - Mieszanka smaków. Mój pomysł, spróbuj. - pochwalił się po czym polecił mi. Nic nie mówiąc posłuchałam, zrobiłam małego łyka a moje kupki smakowe eksplodowały.
- Niesamowite. - spojrzałam na blondwłosego który szczerzył się od ucha do ucha. - Nieziemskie... Niebiańskie. - mruknęłam po czym zafascynowana zrobiłam kolejnego łyka.
- Wymyślisz więcej pochlebnych słów na 'N'? - zaśmiał się - Ja i moje ego czekamy. - zachichotałam patrząc na niego. Te wszystkie synonimy zaczynają się na pierwszą literę jego imienia... Idealnie go opisują.
- N... - zaczęłam się zastanawiać, ale nic nie mogło przyjść mi do głowy. Wydęłam dolną wargę - Nic nie wymyślę. - Niall znów zaśmiał się. Miał cudowny śmiech.
- No wiesz! Zawiodłaś mnie. - chichotał rozbawiony.
I czas nam tak leciał... Dowiedziałam się kilku rzeczy o nim... Ale trudno było cokolwiek wyciągnąć. Zwykle gdy pytałam o coś odwracał temat lub po prostu ignorował pytanie i choć często śmiał się... głównie ze mnie, to dobrze mi z nim było. Czułam się przy nim na prawdę sobą, nie to, że normalnie się taka nie czuję.,. tylko zazwyczaj muszę przestrzegać pewnych reguł, a przy nim wszystko znika. Mogę wygłupiać się, śmiać, żartować. To prawie jak z Liam'em. Tylko, że przy Niall'u czuję się trochę inaczej... Co ja gadam, czuję się zupełnie inaczej. Jakbym w końcu komuś mogła się spodobać. Nie pieniądze mojego taty, a ja. Ta prawdziwa... i czuję się z tym na prawdę wspaniale.

 Weszłam do domu z uśmiechem na ustach. Zdjęłam sandałki po czym poszłam na górę, po wejściu do pokoju od razu położyłam się na łóżku wzdychając z uśmiechem. Umówiłam się z Niall'em. Przygryzłam wargę choć na chwilę powstrzymując uśmiech. Nie mogłam uwierzyć w to jak się zachowuję. Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Proszę. - usiadłam czekając aż ktoś wejdzie. Tym kimś okazał się Connor.
- Um przeszkadzam? - podszedł do łóżka i usiadł obok.
- Wiesz że nie. - uśmiechnęłam się. - Co jest?
- Powoli mam już dość... - westchnął.
- Znów się z ciebie śmiali? Connor powiedz mi kto. Inaczej nie będę mogła ci pomóc. - położyłam dłoń na jego ramieniu. Mój młodszy brat westchnął. Było przykro patrzeć na to jak cierpi bo jacyś chłopacy mu dokuczali.
- Pamiętasz tego, który zaczepił mnie gdy wracałem z waszymi biletami na bal? - zmarszczyłam brwi.
- Niall? To on ci dokucza?
- Jego paczka... - powiedział cicho. Zamknęłam oczy przygryzając wargę... Na prawdę myślałam, że nie jest taki jak mówią ludzie. Ale skoro dręczy mojego brata to chyba jednak jest ziarenko prawdy w plotkach.

 Siedząc na łóżku w piżamie zastanawiałam się co zrobić z tym wszystkim... Co zrobić w sprawie brata? Jak zachować się w stosunku do Niall'a? To wszystko jest takie... Westchnęłam głęboko i wstałam przeciągając się. Udałam się do mojej łazienki, wykonałam poranną toaletę i w ręczniku wróciłam do pokoju. Ubrałam bieliznę po czym mundurek szkolny. Rozczesałam falowane włosy po czym założyłam kolczyki perełki. Uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, wzięłam rzeczy do szkoły a potem wyszłam z pokoju zamykając delikatnie drzwi. Zeszłam na dół gdzie czekało już śniadanie. Zjadłam bez pośpiechu. Pani Johnes dała mi drugie śniadanie i mogłam wychodzić. Szofer już czekał. Zawiózł mnie pod szkołę. Przed wyjściem z samochodu uprzedziłam go, że dziś wrócę sama. Wysiadłam i udałam się do szkoły.
 Liam jak zawsze czekał przy mojej szafce. Odłożyłam do niej torbę biorąc w zamian książki na kolejne trzy lekcje i wraz z przyjacielem udaliśmy się do klasy.

 Zapowiadał się kolejny zwyczajny dzień, a przy najmniej część związana ze szkołą, bo po niej spotykałam się z Niall'em czego nie mogłam się doczekać. I choć byłam podniecona (od aut. Nie chodzi tu o podniecenie związane z seksem. Chodzi o to że po prostu bardzo nie może się doczekać) to trochę martwiłam. Nadal nie wiedziałam jak powiedzieć Niall'owi by przestał dręczyć mojego brata. Ale jedno wiedziałam na pewno - Nie zamierzałam odpuścić do puki on i jego znajomi nie zostawią Connora w spokoju.
~*~

poniedziałek, 7 lipca 2014

Chapter One


*NIALL'S POV*
 Obserwowałem okolicę i ludzi przechadzających się po uliczkach parku, jednym uchem nasłuchując bezsensownej konwersacji przyjaciół. Siedziałem na oparciu ławki z nogami na siedzeniu tak jak Josh, reszta grupy siedziała na trawie lub żwirze, jedynie Lou nie chcąc pobrudzić swoich nowych spodni, <czego wolę nie komentować bo jesteśmy przyjaciółmi> siedział na swoim bmx-ie.
- Ta cipa Kennedy, tam idzie. - Josh mruknął wskazując palcem na szybko idącego chłopaka ze słuchawką w jednym uchu.
- No i? - spytałem obojętnie, po czym zrobiłem kolejnego łyka, mojego ulubionego piwa.
- Jak to co? - spytał z oburzeniem mój przyjaciel- to Kennedy. - w odpowiedzi wzruszyłem ramionami, doskonale rozumiejąc co miał na myśli mówiąc to. Dopiłem resztkę napoju i w końcu wstałem z ławki wyrzucając butelkę na trawnik.
- Kennedy! - zawołałem idąc w stronę chłopaka. Nie musiałem się obracać by wiedzieć, że moja paczka idzie za mną.
Gdy Chłopak obrócił się, widząc przerażenie na jego dziecinnej twarzy uśmiechnąłem się złowieszczo.
- N-Niall. j-ja.. -jęknął przestraszony.
- Dla ciebie panie Horan chłopczyku. -syknąłem a on rytmicznie pokiwał głową na znak zrozumienia. Zaśmiałem się widząc jego szybką reakcję.
- Słuchaj Connor, nic do ciebie nie mam i w ogóle, ale to mój teren. A jako, że jesteś ze nienawidzonej przeze mnie rodziny.. muszę ci przypierdolić.. wiesz jak jest. - powiedziałem jakby to było coś najzwyklejszego w świecie. Otóż w moim właśnie takie było.. groźby, bójki, kłótnie - to była codzienność która powoli zaczynała mnie nudzić.
- A-ale j-ja..
- Ty co? Może masz jakieś wytłumaczenie hym? -mruknąłem chcąc go jeszcze trochę podręczyć.
- Ja no.. j-ja.. -jąkał się co zaczęło mnie irytować.
- Po prostu kurwa powiedz. Jesteś aż taką cipą, że nie potrafisz tego z siebie wydusić czy co?- syknąłem zły.
- Umh idę zanieść siostrze i jej koleżance bilety na bal.. -powiedział cicho.
- Na bal? -spytał Louis, jednak nie to przykuło moją uwagę.
- Masz siostrę? -spytałem ignorując pytanie Lou. Josh i Harry uśmiechnęli się na moje spostrzeżenie.
- Umh n-no tak..
- Jak ma na imię? - spytałem patrząc na niego uważnie.
- A-Anabel.. j..
- Jest taką bojo dupą jak ty? Czy może ma pazurki? - wszedłem mu w słowo zadając kolejne pytania, na które wszyscy zaśmiali się. Oprócz mnie i Connor'a oczywiście. Widząc, że chłopak nie umie odpowiedzieć znów się odezwałem.
- Nie ważne.. Gdzie i kiedy odbywa się bal?
- W naszym liceum.. jutro o 19.. a d-dlaczego? - spytał cicho.
- Nie interesuj się. A teraz spierdalaj, bo jeszcze zmienię zdanie. - był zdziwiony jednak dwa razy nie musiałem powtarzać. Obróciłem się do chłopaków.
- Myślisz o tym co ja? - spytał z uśmiechem Harry.
- Myślę, że zabawimy się. - powiedziałem z cwaniackim uśmiechem, ochoczo pocierając dłońmi.

*ANABEL'S POV*
 Wraz z przyjaciółką Mel, szykowałyśmy się na wiosenny bal. Byłam bardzo podekscytowana faktem iż w tym roku jestem w odpowiedniej klasie, by przeżyć to na własnej skórze.
Z opowieści starszych uczniów, teraz już absolwentów, naszej szkoły, wiem że to będzie coś spektakularnego.
Byłam świadoma faktu, że będę wspominać tę noc bardzo długo, dlatego tym bardziej chciałam by wszystko było idealne. Sala, jej dekoracje, określone stroje dla uczestników, moja piękna pudrowa kreacja długa aż do ziemi oraz biżuteria, którą  moja mama podarowała mi.
 Moją ekscytacje gasił jednak fakt, że poprosiłam brata o kupno biletów już trzy godziny temu a on nadal nie wrócił.
- Oh i gdzie do diaska jest Connor? A jeśli coś mu się stało? - pytam zdenerwowana, siadając jednocześnie na łóżku i patrząc na obracającą się w czerwonej sukience, i patrzącą w lustro Melanie. Dziewczyna obróciła się w moją stronę.
- Na pewno nic mu się nie stało Ana.. nie denerwuj się. Zapewne wpadł na kolegów i rozmawiają gdzieś. - Chciałam odpowiedzieć jej coś jednak słysząc tupot stóp idących po schodach czym prędzej zerwałam się z łóżka po czym wyszłam z pokoju. Widząc bladego brata zamarłam.
- Connor? N-nic ci nie jest? -pytam cicho zmniejszając dystans między nami.
- Wszystko okej. -uśmiecha się fałszywie, przez cały czas patrzę mu prosto w oczy i wiem. Wiem że kłamie.
- Przecież znam cię dobrze... -szepcze kładąc mu dłonie na ramiona.- powiedz mi. -żądam na co on cicho wzdycha.
- To na prawdę nic... -burczy chmurnie.
- Tym bardziej chce wiedzieć. -gaszę jego temperament a on znów cicho wzdycha.
- Wpadłem na grupę Horan'a... -mruczy nie zrozumiale na co marszczę brwi.
- Co zrobiłeś? -pytam bo na prawdę chce wiedzieć.
- Wpadłem na grupę Horan'a. -powtarza głośniej i wyraźniej.
- Któż to? - dopytuje.
- To chłopak nieco starszy od nas, jest... z tej biedniejszej dzielnicy i Umh cóż... budzi strach, jest kryminalistą. -do rozmowy nieoczekiwanie włącza się Melanie.
- oh... -to jedyne co jestem w stanie powiedzieć. Bacznie przyglądam się Connor'owi.- nic ci nie zrobił. -stwierdzam po chwili.
- T-tak... cóż ale ja.. wygadałem się o waszym balu... -mówiąc to opuszcza głowę ze skruchą.
- Co zrobiłeś?! -piszczy zdenerwowana do granic możliwości Mel.
- przepraszam... -mówi cichutko.
- On nam zniszczy bal! -jęczy.
- Spokojnie Melanie, na pewno tego nie  zrobi... -mówię chcąc ją uspokoić.
- Anabel... on też pytał o ciebie... -dopowiada Connor a ją czuje jak moja !szczęka opada na podłogę.
- C-co? -pytam cicho.- o co pytał?
Brat opowiada nam całe zajście nie pomijając żadnego szczegółu... gdy kończy obie jesteśmy wstrząśnięte. Jednak nie możemy obmyślić żadnego planu na możliwą sytuację z ingerencją tych chłopaków na nasz bal, jest późno a Melanie musi już wracać. Odprowadzam ją do drzwi, a gdy jej już nie ma idę wykonać toaletę po czym kładę się do łóżka. Moje myśli krążą jednak wokół słów brata nie dając mi tym samym upragnionego snu...lecz mimo wszystko pogrążam się w nim zaskakująco szybko jak na tyle nie poukładanych myśli*

***

 Wraz z przyjacielem spacerowaliśmy po parku. Liam'a znałam od dwóch lat, choć mogłoby się wydawać, że staż naszej znajomości był znacznie dłuższy. Ufałam mu w 100%, nigdy mnie nie zawodził i zawsze gdy potrzebowałam podpory, był nawet w momentach kiedy uważałam że zupełnie tego nie potrzebuje. On rozumie mnie bez słów, wystarczy jedno spojrzenie a ten od razu wie, że coś jest nie tak. - jest dobrym przyjacielem, a ja co dzień dziękuję bogu za to, że go mam.
- Więc bal? -zaśmiał się patrząc na mnie.
- Hej, nie oceniaj mnie - zachichotałam radośnie. - na prawdę się cieszę, że już dziś to przeżyje... jednakże podczas zajmowania się przygotowaniami kompletnie zapomniałam o wyborze partnera. Proszę cię, idź ze mną Liam.
- Kobiety - pokręcił z rozbawieniem głową.- Dobrze złotko... pójdę z tobą ale musisz mi to jakoś wynagrodzić. - słysząc zgodę z jego ust uśmiechnęłam się szeroko ukazując rząd białych zębów i dołeczek w lewym policzku.
- Bardzo ci dziękuję i tak, zrobię wszystko. -przytaknęłam mu.- powiedz tylko co mogę dla ciebie zrobić.
- Na razie nie wpadłem jeszcze na nic, aczkolwiek gdy zdecyduje się, od razu dam ci znać. A teraz zapraszam panią na lody. - uśmiechnął się wskazując na budkę.
- Wiesz jak mnie uszczęśliwić. -radosna ustawiam się w kolejce. Liam śmieje się stając obok mnie.
- Co tam u twoich rodziców? -zadając to pytanie obejmuje mnie z delikatnym uśmiechem.
- Cóż... Mama, szczęśliwa równie jak ja. A mój tata? Jest dumny jak i zajęty pracą. - Odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- No tak, jakby inaczej. -nim się oglądam nadchodzi nasza kolej.- Poprosimy dwa lody Amerykańskie jeden czekoloadowo-śmietankowy a drugi Tylko śmietankowy, duże oczywiście. -mówi nie dając mi szans by samemu złożyć zamuwienie, jednak nie przeszkadza mi to bo wybrał takiego jakiego lubię.
Gdy Liam wręczył mi loda ukradkiem liżąc swojego kontynuowaliśmy spacer rozmawiając o przeróżnych sprawach.

***
Weszłam do domu z uśmiechem na ustach. Już przy drzwiach można było wyczuć aromat potraw przygotowywanych w kuchni na obiad. Zdjęłam moje pantofle i powolnym krokiem poszłam właśnie tam. 
- Dzień dobry pani Johnes. -Uśmiechnęłam się ciepło do kobiety po 40-stce. 
- Witam panienko Kennedy. -Odwzajemnijła uśmiech obdarowując mnie jednym z jej uśmiechów pełnych miłości. 
- Co dziś będzie na obiad jeśli można spytać? -Podchodzę do gazówki i spoglądam na naczynia- ojej, łosoś na parze. -Składam na jej policzku delikatny całus.- dziękuję. 
- To drobiazg. -Kobieta wróciła do gotowania.- Za chwileczkę podawać będę do stołu, czy mogłabym prosić Panienkę o powiadomienie Pana Kennedy'ego o tym że posiłek jest już gotowy? -pyta jedynie przelotnie na mnie spoglądając.
- Oczywiście, za chwilkę powiadomię go o tym. Do widzenia. - Kolejny raz uśmiecham się do niej po czym wychodzę z kuchni i udaję się schodami na piętro, gdy jestem już przed drzwiami gabinetu wkładam niesforny kosmyk włosów za ucho i delikatnie pukam knykciami o mahoniową płytę.
- Proszę. -słyszę głos taty więc powoli otwieram drzwi  i z uśmiechem przechodzę przez próg pokoju.
- Oh witaj Anabel, co cię do mnie sprowadza skarbie? -tato zdejmuje okulary, które służą mu do pracy z nosa po czym odkłada je na biurko. W tym czasie podchodzę do mahoniowego biurka za którym siedzi,  okrążam je i nachylam się nad siedzącym ojcem by złożyć delikatny pocałunek na jego policzku. Gdy już prostuję się - wracam na poprzednie miejsce.
- Pani Johnes prosiła by przekazać ci, że obiad jest już prawie gotowy i dokładnie za chwilkę będzie podany. - Lekko uśmiecham się do przyglądającego mi się ojcu.
- Hm dobrze, dziękuję za informację Anabel. Za chwilkę zejdę. -oznajmił znów zakładając okulary oraz wracając do pracy. Powoli idę do drzwi jednak zatrzymuję się w progu i odwracam głowę w jego stronę. 
-O, i tato.. -mówię patrząc na niego.
- Tak? - podnosi na mnie wzrok znad papierów i obdarza mnie uważnym spojrzeniem. 
- Kocham cię. -oznajmiam z uśmiechem na co on również uśmiecha się. 
- Ja ciebie również, księżniczko. -Odpowiada a ja wychodzę zamykając za sobą drzwi. Idę do pokoju by podłączyć telefon pod ładowarkę po czym schodzę na dół. Siadam prosto w jadalni, na tym samym miejscu co zawsze i czekam. Czekam na jedzenie oraz resztę rodziny, jedzenie powoli pojawia się na stole a członkowie rodziny schodzą się i siadają na swoich miejscach. Gdy już wszystko jest na swoim miejscu wymieniamy się krótkim słowem "smacznego" i zabieramy się za jedzenie. 
Jem powoli, delektując się każdym kęsem, smak wręcz eksploduje w mych ustach. Jem w ciszy by całkowicie oddać się potrawie jednak to zmienia się gdy tato kieruje pytanie w stronę mojego brata.
- Connor czy przemyślałeś swój wybór co do profilu na studiach, na którym zamierzasz się kształcić za dwa lata? Czy na prawdę myślisz że kontakty między ludzkie to dobry pomysł? -pyta patrząc na niego.
- Tak tato, chcę tego i nie zmienię zdania. 
- Więc co będziesz robił po skończeniu uczelni na takim profilu? Nie dostaniesz żadnej pożądnej pracy. -karci go a ja odkładam sztućce.
- Tato, myślę, że nie powinieneś tak krytykować Connor'a. W końcu to on ma czuć się dobrze z tym czego chce się uczyć. Myślę też, że powinieneś go w tym wspierać. -bronię brata patrząc na tatę.
- Córko. -mówi surowo.- Dobrze wiecie że chcę dla was jak najlepiej, wasza przyszłość jest w tym momencie najważniejsza. Martwię się o to że Connor nie będzie w stanie zapewnić bytu swojej rodzinie, czy to nie normalne? -pyta spoglądając to na mnie to na Connor'a.- Dlatego tym bardziej cieszę się.. - kładzie swoją dłoń na mojej delikatnie się do mnie uśmiechając- że jesteś rozsądna i idziesz w moje ślady. - obdarowuję go skinieniem głowy i wszyscy wracamy do jedzenia. 
- Jak poszły przygotowania do balu Anabel? -Pyta po chwili tata.
- Cóż, cudownie. -uśmiecham się- Jestem zadowolona ze wszystkiego. Moja sukienka, bransoletka od mamy i wszystko inne. 
- Kto zabiera cię na bal? - zadaje kolejne pytanie ale ja najpierw robię małego łyka wody z kieliszka, odkładam go i dopiero wtedy obdarowuję go spojrzeniem by odpowiedzieć. 
- Liam. -mówię krótko jednak rzeczowo odpowiadając na pytanie. 

***
Będąc już prawie gotowa zakładam małe obcasy w kolorze sukienki, spsikuję szyję perfumem Chanele i stwierdzam że to wszystko. Słysząc dzwonek od frontowych drzwi zabieram kopertówkę i wychodzę z pokoju, a potem schodami na dół by w holu zastać rozmawiających ojca oraz ubranego w czarny garnitur i białą koszulę oraz pasujący do garnituru krawat Liama. 
- Witaj piękna. -Liam wita mnie z uśmiechem. 
- Wyglądasz zjawiskowo córeczko. -Komplementuje mnie tata nie dając mi szans by przywitać się z przyjacielem, jednak uśmiecham się.
- Bardzo dziękuję. Jedziemy? -spoglądam na wysokiego chłopaka.
- Oczywiście. -Kładzie dłoń na dolnej części moich pleców- Do widzenia panie Kennedy. -żegna się z moim tatą i wychodzimy. - Na prawdę wyglądasz pięknie Ano. 
- Dziękuję Liam, ty też świetnie wyglądasz. Do twarzy ci w garniturze. -wsiadamy do samochodu i po zapięciu pasów Liam rusza z podjazdu w stronę szkoły, jesteśmy tam w mgnieniu oka. Młody mężczyzna wysiada i okrąża samochód by otworzyć przede mną drzwi i pomóc wysiąść i mnie. Zamyka swoje cacko i użycza mi swego ramienia które chętnie przyjmuję gdyż nadal nie zbyt dobrze radzę sobie z chodzeniem w tych butach. Wchodzimy do budynku szkoły udając się na salę z której dobiega muzyka, oboje mamy na twarzach uśmiechy i wymieniamy się spojrzeniami. Gdy Liam otwiera przede mną drzwi ja wchodzę przez nie a on tuż za mną. 
- Tańczymy? -pyta do mojego ucha a ja z uśmiechem przytakuję, idziemy na parkiet. Zarzucam mu dłonie na ramiona plącząc je ze sobą za jego karkiem, on zaś kładzie swoje dłonie na mych biodrach i delikatnie kołyszemy się tak w rytm melodii wymieniając się radosnymi uśmiechami. Po dwóch tańcach Przyjaciel proponuje mi pączu a ja z ogromną chęcią przyjmuję propozycję. Gdy ten odchodzi w stronę stołu na którym znajduje się bufet ja przenoszę się z środku parkietu na bok. Melanie podchodzi do mnie z uśmiechem, witamy się delikatnym przytulasem i zaczynamy gawędzić o tym wydarzeniu. Jednak gdy słyszę że drzwi od sali gimnastycznej otwierają się, ciekawa odrywam wzrok i przenoszę go na - jak się okazuje chłopaka za którym stoi kilku innych.


Jest ubrany w jeansy, czarną koszulkę i granatową marynarkę. Jego bląd włosy postawione są do góry.
- To on. -mówi do mnie Melanie, dopiero teraz zauważam, że od razu po wkroczeniu nieznajomego muzyka ucichła, a on spogląda na nas słysząc głos Mel. 

~*~

Prologue


The Present Story
Pewien pisarz, opisał niegdyś tragiczną historię miłości, dwojga młodych i oddanych sobie ludzi.. Ludzi, którzy mimo przeciw wskazań rodziców postanowili żyć miłością.. Miłością, która od samego początku zmierzała ku katastrofie..


A teraz, w czasach wolności wyboru, prawa do życia według własnych zasad i upodobań.. przebiegły los kolejny raz zechciał namieszać i połączyć uczuciem dwojga, zupełnie nie właściwych sobie ludzi.


Opowieść Shakespeare'a kolejny raz rozgrywa się.

Czy dwójka młodych ludzi z  Mullingar tak jak główni bohaterowie książki pisarza przegrają ze społeczeństwem w walce o miłość?

Czy może losy Niall'a i Anabel potoczą się inaczej?

Czy ich historia zakończy się równie tragicznie jak, historia Romea i Julii?


Odpowiedzi na te i inne pytania otrzymasz czytając opowiadanie pt."The Present Story" na podstawie książki Williama Shakespeare'a "Romeo & Julia" oraz filmu "Miłość bez końca"


**
Romance Anabel i Niall'a to: Nibell (czyt. Najbel)